Wojciech Bator - The Nightingale

2021-02-28

wb2.webp

15.02.2021. Godzina 17:00. Chociaż parę debiutów i innych wydań jako artysta mam już za sobą, tym razem podpiszę się pod wydawnictwem osobiście. Dziwnym trafem nie ma stresu, nerwów, niepokoju nawet. Jest duma i radość. Brzmi jak PR-owa bajeczka? Może trochę...

Wróćmy do początków. W 2020 roku uderzył w nas COVID. Skomplikował sporo spraw, w tym występy z zespołem, festiwale, zgłoszenia itp. Pojawiło się trochę czasu w moim muzycznym świecie. Najpierw zająłem się ścieżkami dźwiękowymi dla pewnego radia, następnie w głowie zakiełkowało, że warto zacząć wydawać swoją muzykę na świat również jako Wojciech Bator. W końcu pomysłów jest bez liku.

The Nightingale skomponowany został w jedno listopadowe popołudnie. Nieco ponad godzina i wszystko się zlepiło. Zacząłem od motywu z intro, pierwszą myślą było zrobić radosny utwór, podbudowujący ludzi dotkniętych pandemią. Pomyślałem sobie, że trochę Slashowy motyw mógłby tutaj zrobić robotę. Riff w 7/8 to już klasyk w muzyce progresywnej. Żarty w stylu 7/8 is love, 7/8 is life dość czytelnie wskazują, że to metrum stało się standardem. No ale powiążmy to z akordami 9 i cyk, mamy zwrotkę. Refren był najbardziej zaskakujący. Do niego wszystko układałem z automatu, natomiast nie za bardzo wiedziałem co zagrać w obecnej 1:40 :) Najpierw pojawiła się ta melodia, potem doszedł feeling. Fajne uczucie, tworzyć coś spójnego w locie. Bardzo często moje pomysły składają się z naprawdę 2-3 świetnych motywów i muszę to odłożyć na później, bo nie lepi się z tym dalej nic. Tutaj było inaczej - 3 motywy od razu, kolejny doszedł po paru łykach herbaty. Zachęcony tempem przycisnąłem i rozwiązałem refren wracając do motywu z początku. W tym momencie dotarło do mnie, że choć utwór będzie miał zmienne metrum to struktura będzie bardzo prosta. Intro - zwrotka - most - refren - rozwiązanie (powtórz wyjmując most i przedłużając refren) - outro. Gotowe. Zadowolony zarejestrowałem całość nie będąc jeszcze świadomym do końca, że najtrudniejsze dopiero się zacznie.

Chciałem wszystko zrobić samodzielnie i zabrałem się za programowanie bębnów. Przy okazji polecam skorzystać z darmowej wtyczki Steven Slate Drums, jest naprawdę bardzo dobra na start. W pewnym momencie miałem już podstawę i cały szkic i dziwnym zbiegiem okoliczności odezwał się Paweł Kardis - mój przyjaciel i były perkusista zespołu Artyfiction. Od słowa, do słowa, posłuchał, spodobało mu się i zaoferował swoją pomoc. Zgodziłem się, były jeszcze basy, klawisze i produkcja (mix + mastering) do wykonania. Paweł robił bębny, jego kolega Axel Ostrowski pomagał mu je zarejestrować i przygotowywał ich mix, a ja zająłem się nagraniem klawiszy, basowych syntezatorów i zaczynałem wchodzić w produkcję. W międzyczasie dostałem bębny, wyrównałem rzeczy krzywe i zaczęło się na dobre.

Mix i mastering to niełatwy kawałek chleba. Potrzeba mnóstwo wiedzy, doświadczenia, dobrych, często drogich wtyczek, oprogramowania, ale też i bardzo dobrego słuchu i świadomości, jak chcę, żeby utwór brzmiał. To może się wydawać łatwe, ale ścieżek są dziesiątki, niuansów tysiące i wszystko trzeba podać jako jedną lekkostrawną potrawę. Wchodząc w mixy umiałem tylko tyle, ile wypracowałem sam do tej pory i ile nauczył mnie Perła podczas nagrywania obu płyt Artyfiction. Wiedzieć w teorii a zrobić coś w praktyce to dwie różne sprawy i zajęło to pokaźny zapas czasu. Mimo wszystko nie żałuję ani sekundy i ani jednego nagrania, które musiało pójść do kosza, ponieważ każde pchało mnie do przodu. Ostateczny efekt jest dobry i cieszy mnie to. Dziś (niespełna dwa tygodnie po premierze :D ) dałbym trochę więcej syntezatora basowego i ogólnie podkręcił trochę doły w całości, ale po ciężkiej pracy przy utworze potrzebowałem przerwy i pod koniec straciłem już obiektywność w ocenie. Człowiek uczy się cały czas i to kolejna lekcja - warto robić sobie przerwy i dać utworowi dojrzeć. Warto też prototypować od razu i dać temu czas. Przede wszystkim jednak, warto dać sobie samemu czas. Mózg odpocznie, praca pójdzie wartko.

Trailerem, materiałami graficznymi i filmem zajął się Rafał Paluszek. Polecam go jak zawsze, dobra robota w dobrej cenie , wielka pomoc. Mając gotowy produkt trzeba było zająć się promocją. Wszystkie grupy około progresywne w mediach społecznościowych, Twitter, Fejs, Insta, fora gitarzystów i muzyków, ba, nawet Forum Fractal Audio, zgłoszenia do recenzentów, gazet, portali, blogerów... Po tym wszystkim pewnie spytasz, czy było warto? Brzmi jak dużo pracy? Na oba pytania odpowiedź to "TAK". W pierwszy tydzień 5000 odtworzeń na YouTube, dziesiątki subskrybujących, to wszystko na raczkującym kanale z paroma raptem filmami. Dla mnie to ogromny sukces, dowód na to, że wkładając odpowiednio dużo pracy, można zaistnieć w sieci. Moją główną radą dla Ciebie jest, żebyś zawsze wierzył w siebie i w to, co robisz. To, plus ogromne wsparcie mojej narzeczonej Madzi, były dwa koła, które rozbujały tę maszynę :)

Po tym wszystkim pewnie pomyślisz: eee, na YouTube są kanały z milionami subów, setki milionów wyświetleń... Tak, ale za nimi stoi cała ekipa produkcyjna, reklamy, budżet, poza tym oni zebrali już swoje grono odbiorców, wykonali wiele pracy, żeby być tam, gdzie są. Jeśli chcesz pomóc mi budować grono miłośników polskiej progresywnej muzyki instrumentalnej, zasubskrybuj mnie na YouTube. Zobowiązuję się do najlepszej jakości muzycznego materiału, jaki mogę stworzyć, dostępnego za darmo. Brzmi dobrze? Tak właśnie jest :) Oczywiście wszystko kosztuje i zajmuje czas, dlatego rozważ wsparcie mnie na Bandcampie, kupując The Nightingale w wersji cyfrowej. Za każdy zakup jestem bardzo wdzięczny.

Idę do przodu i zabieram się do pracy nad kolejnymi rzeczami. Nie chcę zdradzać Ci wszystkiego, pierwsze wrażenie mam tylko jedno, mogę jedynie rzec, że nie będzie nudno :)

Pozostań nastrojony!